Napisane przez: muzaklub | listopad 14, 2008

Barcelona, moja miłość

Takiego sukcesu nikt się nie spodziewał. Powieść nieznanego hiszpańskiego pisarza Carlosa Ruiza Zafóna “Cień wiatru” kupiło sześć milionów osób na całym świecie, w tym 200 tysięcy Polaków. To jeden z największych europejskich bestsellerów dekady: nostalgiczna, pełna wysmakowanych opisów dawnej Barcelony opowieść o tragicznej miłości. Zaszyty na katalońskiej wsi Ruiz Zafón pisze teraz kolejną powieść i unika kontaktów z mediami.

Zrobił wyjątek tylko dla “Newsweeka” i udzielił Filipowi Łobodzińskiemu pierwszego w polskiej prasie wywiadu.

Newsweek: Twoja powieść “Cień wiatru” nie tylko zdobyła szturmem serca czytelników na całym świecie. Stała się też dla wielu ludzi – dzięki sugestywnym opisom miasta – niezbędna przy zwiedzaniu Barcelony. Przeczuwałeś, że się tak stanie?

Carlos Ruiz Zafón: Najpierw tę manię zaczęli przejawiać czytelnicy na stałe mieszkający w mieście. Zaintrygowała ich Barcelona, której nie znali, o której zapomnieli, a teraz mogli ją odnaleźć na kartach “Cienia wiatru”.

Potem zjawisko rozszerzyło się na turystów spoza miasta, wreszcie spoza Hiszpanii. Faktycznie, ludzie chcą pospacerować po Barcelonie z mojej powieści. Oczywiście, że się tego nie spodziewałem, nie zakładałem tego, ale jest to rodzaj spełnionego marzenia. Kapital-na jest świadomość, że ludzie z całego świata interesują się Barceloną i jej historią dzięki jej obrazowi literackiemu.

Czy na kartach powieści znajdujemy prawdziwy obraz Barcelony z lat 30. i 50., czy jednak trochę ją zmieniłeś na potrzeby akcji?

- Powieściowe miasto jest scenerią zostało poddane solidnej stylizacji. To świat wykreowany, który stanowi tło wydarzeń, a zarazem jest jednym z bohaterów. W żadnym razie nie jest to Barcelona realistyczna, próżno szukać w powieści historycznie wiernego opisu. Z drugiej strony nie jest to świat zupełnie wymyślony, miasto jest tu wiarygodne i prawdopodobne. Wziąłem naturalną scenerię, rzeczywistą historię Barcelony i przetransformowałem tak, by odpowiadała wymogom książki. Ulice z powieści oddychają tak samo, jak te prawdziwe, ale wiele elementów to wytwory mojej wyobraźni.

A co było najpierw: pragnienie pokazania po swojemu Barcelony czy pomysł na powieść? Miasto stało się naturalnym krajobrazem książki czy książka stała się narzędziem do namalowania portretu miasta?

- Zawsze najpierw jest powieść i jej bohaterowie. Rzecz w tym, że urodziłem się i wychowałem w Barcelonie, dlatego chciałem, by była jeszcze jedną bohaterką powieści, a nie tylko jej scenerią. Obydwie – prawdziwa i powieściowa – są ze sobą ściśle złączone, bo w “Cieniu wiatru” zawiera się też sekretna i sentymentalna historia Barcelony gotyckiej, Barcelony romantycznej i Barcelony tajemnej. Wszystkie one współtworzą Barcelonę XX wieku. I nie tylko one.

W Barcelonie rozgrywają się także znane w Polsce powieści Eduarda Mendozy, Pabla Tusseta, Manuela Vazqueza Montalbana. Gdyby zestawić te różne Barcelony, czy wyjdzie nam obraz spójny? A może każdy z was ma i widzi inną Barcelonę

- Każdy z nich buduje inne miasto, dzięki czemu projektuje obraz własnego świata literackiego.

Czyli nie rozpoznajesz swojej Barcelony w ich powieściach?

- Bardziej rozpoznaję w nich ich samych niż moje miasto. Zresztą podobnie wielu innych znawców Barcelony reaguje na świat opisany w “Cieniu wiatru”.

Wielu autorów hiszpańskich lubi pisać powieści o książkach, o czytaniu. Taką książką jest także “Cień wiatru”. Czy to spuścizna “Don Kichota”, największej powieści o potędze literatury?

- Zapewne pisarze wolą pisać o tym, co jest im najbliższe… Dlatego wykorzystują elementy świata literackiego, odwołują się w powieściach do książek, do języka, do sztuki opowiadania.

To nie tylko dziedzictwo hiszpańskie. To samo widać w książkach autorów pozornie nieporównywalnych, np. u Eliasa Canettiego i Stephena Kinga. Piszemy o tym, z czego sami się składamy, o naszym świecie wewnętrznym. Dla pisarza książka i to, co ją otacza, to fundament własnego ja.

Określasz się jako wielbiciel wielkiej literatury XIX-wiecznej. Czy potrafisz wskazać, gdzie kończy się bezpośredni wpływ na ciebie tamtych klasycznych autorów, a zaczyna się absolutnie nowoczesne pisarstwo?

- Mniej mnie pociąga ich proza, bardziej ambicja stworzenia wielkiej narracji, klasyczne tematy, jakich się podejmowali. Podejrzewam, że wpływ pisarzy XIX-wiecznych jest u mnie silny, ale dla samego stylu gawędy istotniejsze są znacznie późniejsze techniki literackie. Ujmijmy to tak: pragnę skanalizować tematy, którymi zajmowała

się literatura w XIX wieku, ale posługuję się technikami i doświadczeniami fabularnymi, które zawdzięczamy wiekowi XX.

Film, fotografia, nawet komiks czy kolaż mają na mnie duży wpływ. Czy możesz sobie wyobrazić własną powieść, której akcja dzieje się na przykład w Paryżu, w Niemczech czy w Stanach, gdzie także masz dom? Czy czujesz się człowiekiem czasów globalizacji?

- Takie wysiłki widać w twórczości niektórych pisarzy latynoamerykańskich młodszego pokolenia. Chcą wyrwać się z kajdan, narzuconych przez poprzednie pokolenie autorów, przywiązanych do kultury latynoskiej. Ja wolę pisać o tym, co dobrze znam. Los Angeles jest dzisiaj w tym samym stopniu moim miastem, co Barcelona, nie wykluczam więc, że kiedyś napiszę coś o Kalifornii.

Kalifornia jakoś cię zmieniła? Kojarzy się przecież z nowoczesnością postępem technologicznym, a stara Barcelona wydaje się jej przeciwieństwem.

- W dużym stopniu. Zresztą każdy składa się także z tego, co mu dały doświadczenia życiowe, nie tylko z tego, co wniosło wychowanie. Czy tego chcę, czy nie, w Los Angeles moje życie nabrało kształtu i jest bliskie mojej prawdziwej naturze, dlatego chyba zawsze będę mocno związany także z południową Kalifornią. Gdybym miał to położyć na dwóch szalach, to chyba bardziej niż Barcelona wpłynęło na mnie Los Angeles…

Ot, ironia losu.

Pracujesz nad dalszym ciągiem swojej tetralogii barcelońskiej, której “Cień wiatru” był pierwszym tomem. Możesz nam zdradzić, co pojawi się w kolejnych częściach?

- Nie. To ściśle tajne i gdybym ci opowiedział cokolwiek, musiałbym cię następnie zamordować według złowrogich metod KGB. Uwierz mi, bezpieczną egzystencję zawdzięczasz tylko niewiedzy.

rozmawiał Filip Łobodziński (filip.lobodzinski@newsweek.pl)


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie